Archive for the ‘studia’ Category

h1

PJWSTK – dlaczego?

Luty 18, 2008

no tak, zamierzałem coś napisać o zmianie studiów jednak potem doszedłem do wniosku że nie ma sensu Was zanudzać a potem dostałem komentarz od b3x’a .. plus dużo ostatnio czytam wypowiedzi na temat „czy iść do PJWSTK”, „czy wybrać tę uczelnię” itd… także postanowiłem Wam przedstawić „moją wersję wydarzeń”.

pierwszy kontakt z PJWSTK miałem będąc w drugiej liceum. Moja mama usłyszała od kogoś że w pewnej uczelni w Warszawie organizowany jest kurs otwarty z języka japońskiego. Dowiedziała się i moi kochani rodzice mnie zapisali. Podczas tego kursu prowadzonego przez Panią Kikuno Moritę oraz Panią Ewę Mackiewicz miałem okazję siedzieć wśród aktualnych (w tamtym czasie) studentów PJWSTK. Wrażenie jakie na mnie wywarli było piorunujące (nie licząc faktu że takich zajęć jak z tamtą grupą nie miałem nigdy i nigdy mieć nie będę… to było coś niesamowitego za co bardzo dziękuję życiu że dało mi tego doświadczyć). Podczas zajęć i po zajęciach słuchałem ich rozmów o uczelni, sam pytałem o jakieś tam bzdety etc. Po pół roku kursu w związku z moimi „cudnymi” wynikami w Liceum zostałem od kursu brutalnie odcięty… no cóż, coś za coś ;)

W tamtym momencie już wiedziałem że muszę iść na tą uczelnię. Liceum i klasa matematyczno-fizyczna pokazały mi że nie mam co się wiązać z matmą więc na żadna politechnikę się nie dostanę a wybór czegokolwiek „byle było” nie mieści się w moich przekonaniach więc dążyłem do pejotu… Nie ma co ukrywać, nigdzie indziej bym się nie dostał właśnie ze względu na moją marną przyjaźń z matematyką. I tak oto postanowione.

Na uczelni miał miejsce egzamin wstępny. Matematyka, Informatyka, Angielski. Do matematyki przygotowywałem się z pomocą ludzi z IRC’a i bodajże grona i przygotowali mnie świetnie. Informatykę i angielski miałem bliski maxowi punktów więc wyszedłem z egzaminów bardzo bardzo happy. Dodam że szedłem do grupy anglojęzycznej (powód: dyplom angielski, wtedy jeszcze sądziłem że ma to większe znaczenie i nadal przy tym obstaje). Dostałem się do grupy i przyznam że chyba nie mogłem trafić do lepszej. Poznałem niesamowitych ludzi, różnych ludzi o różnych spojrzeniach. Od każdego uczyłem się czegoś nowego… ludzie „coś” robili.. to było coś pięknego. Po kilku miesiącach nauki wpadłem na plakat dotyczący spotkania Koła Project-Management. To koło proszę ja Was odmieniło moje spojrzenie na całą moją przyszłość zawodową (i w dużej mierze tę poza zawodową). To dzięki temu kołu trafiłem na wykład „Alchemia Kariery” Pana Grzegorza Turniaka. To dzięki temu kołu dowiedziałem się że jest coś takiego jak Prince2 czy też byłem na darmowym kursie z Instalacji i obsługi microsoft project servera.

Przez ten pierwszy okres na uczelni kształtowała się moja wizja rzeczywistości z którą przyjdzie mi się zmierzyć. Ta uczelnia bardzo szybko pokazała mi jak wygląda rzeczywistość. Pokazała mi gdzie można sobie wsadzić „dyplom” jeśli nie ma się doświadczenia. Ta uczelnia (czyli w większości – ludzie których dzięki niej poznałem i sposób w jaki prowadzący podchodzą do studentów) pokazała mi jak kształtować swoją drogę i tak oto po 2 latach inżynierskich dziennych opuściłem pjwstk.

Przez te dwa lata dostałem dwie prace etatowe, uczestniczyłem w darmowych kursach (dzięki uczelni), brałem udział w kilku projektach studenckich, uczestniczyłem na spotkania koła Project-Management i ciągle coś robiłem… Uczelnia ta skupia w sobie wielu różnych ludzi. Każdy z tych z którymi przebywałem był inny i od każdego czegoś nowego się dowiadywałem..

Cały czas pracowałem. Nad sobą, nad swoją wizją przyszłości i rozumieniem tego co się dzieje. Dostałem od tej uczelni to czego chciałem no i mogę dodać też dla tych którzy mają wątpliwości : tak, dostawałem oferty pracy „tylko dlatego że studiuję na pjwstk” (tak, kiedyś w CV miałem tylko studia :]).

Dzięki temu wszystkiemu co wyniosłem do tej pory zobaczyłem jak wiele można wynieść ze studiów i postanowiłem zmienić kierunek. Owszem miałem zaległości na PJWSTK (głównie matematyka we wszystkich odmianach) ale to nie one zadecydowały o zmianie. Czas i to jak go dziś postrzegam (dzięki uczelni również) sprawił że postanowiłem ruszyć ku innemu kierunkowi. Postanowiłem zając się teraz czymś co będzie bliższe temu co robię. I tak trafiłem na Marketingu w Polish Open University. Powodów wyboru akurat tej uczelni też było wiele. 40% zniżki na MBA, bardzo fajna forma zajęć zaocznych e-learningowych która idealnie wpasowala się w mój aktualny tryb życia (o której pisałem w poprzednim poście) no i wiele wiele innych….

Pytanie, czemu nie zrobiłem Inżyniera. Żeby zrobić inżyniera musiałym spędzić na tej uczelni jeszcze ok 2 lat (przeniosłem się na zaoczne więc ok 1.5 roku zwykłych + ok semestr na zaległości). Najnormalniej w świecie by mi się to nie opłacało zarówno finansowo jak i czasowo. Nie opłacałoby mi się to dlatego że chciałem się dalej rozwijać w tym kierunku jaki miałem w planie studiów (nigdy nie będę programistą czy innym technikiem) i poszedłem w to czym się zajmuję aktualnie i co kręci mnie najbardziej..

Nadal jednak polecam PJWSTK każdemu kto chce się rozwijać w IT i już w trakcie studiów móc znaleźć dobrą pracę. Jednak pamiętajcie, żadna uczelnia nie sprawi że ktoś „od tak Was zatrudni”… najpierw musi do Was dotrzeć a to czy mu się uda zależy tylko i wyłączenie od Was.

Ja mam pewien plan, może kiedyś go opiszę ze szczegółami ale chwilowo nie chcę Was zanudzać, dodam tylko że to co właśnie przeczytaliście to skrócona wersja „skróconej wielokrotnie” wersji … nie chciałem się rozpisywać o 3 rano zwłaszcza że mam jeszcze trochę pracy :)

ps. celowo nie napisałem jacy są wykładowcy i czy jest ciężko. Wykładowcy są różni, tak jak na każdej uczelni. Wg. mnie tutaj są trochę bardziej wyrozumiali dla ludzi którzy są aktywni np zawodowo i z tego względu nie mogą np przyjść na jakieś zajęcie czy oddać pracy w terminie (pod warunkiem że nadrobią). Jednak nie pisałem bo zawsze są jakieś wyjątki. To czy jest ciężko jest z kolei w dużej mierze zależne od tego jak się przyłożycie. To od tego jak zaczniecie i jak poprowadzicie swój tok studiów zależy jakie wrażenia z uczelni wyniesiecie. I pamiętajcie, fakt że niechodzenie na wykłady jest bezbolesny może Wam się odbić w przyszłości. Sam miałem rozmowę raz na której dostałem pytania na które odpowiedzi były na wykładać, nie na ćwiczeniach, na wykładach. Wybór należy do Was.

h1

moment na studia?

Czerwiec 18, 2007

właśnie sobie uświadomiłem że dopiero teraz zaczyna mnie interesować to co miałem na studiach na pierwszym roku i do czego się wtedy nie przykładałem…..

zawsze podobało mi się podejście ludzi którzy szli na jakieś studia i rzucali je w momencie w którym dowiedzieli się tego czego się chcieli dowiedzieć… zawsze podziwiałem ludzi którzy wiedzieli co chcą wiedzieć i zastanawiałem się skąd oni to wiedzą? Też chciałbym wiedzieć, wygląda na to że zbyt często myślę że coś mi się nigdy nie przyda, że coś jest mało warte aby poświęcić temu czas.. oczywiście, często jest tak że zamiast tego robię coś innego co mi przynosi jakieś korzyści ale nie w tym rzecz, rzecz jest w samej tej myśli…

kiedyś napisałem taki artykuł skierowany do młodych ludzi zajmujących się Parkour, taki art który opowiadał o sprawach które nas dotyczą czyli tego jak się dziwnie na nas ludzie patrzą jak skaczemy, jak reaguje na nas środowisko i jak pogodzić to co robimy z codziennością. W artykule tym pojawiło się parę słów na temat szkoły. Ja przykładnym uczniem to nigdy nie byłem jeśli nie dotyczyło to przedmiotu który mnie fascynował (czyli z ok. 90% przedmiotów nie byłem). Jednak odkąd zacząłem się obracać w gronie ludzi starszych czy to poprzez sieć czy kontakty in real life zaczęło do mnie wtedy docierać że szkoła i tematy które tam są nam przedstawiane (tu historia, wosy, język polski, geografia chemia itd.) są tak naprawdę przydatne w tzw. kontaktach międzyludzkich bo zdecydowanie poszerzają tematykę przy której możemy się włączyć w dialog a zatem wejść w jakieś nowe środowisko i poznać nowych innych ludzi… to przemyślenie było dla mnie pierwszym znakiem że faktycznie uczyć się warto.. ale nie dla tych powodów które wciskano mi wtedy w szkole do głowy… czyja to wina? zapewne niczyja, jednak tym razem zwalę to na tzw. nauczycieli i od razu ich usprawiedliwię… za młodzi byli żeby wiedzieć jakie skutki odniesie takie a nie inne edukowanie przez nich młodzieży.

Gdybym chociaż raz wtedy usłyszał że ta podstawowa edukacja którą mi wciskają ułatwi mi kontakty z ludźmi nie miałbym żadnego argumentu żeby ich przebić. A tak to nasłuchałem się jaka ta geografia to jest ważna i analogicznie do innych przedmiotów (chyba jedyne przedmioty w których widziałem jakiś sens to: biologia (można się było czegoś o sobie dowiedzieć), polski (miałem nauczycielkę o dość ciekawej osobowości która wnosiła dużo od siebie w te lekcje, więc tak naprawdę nie tyle sam przedmiot „język polski” co to co w niego wnosiła no i przypominam że jestem humanistą:]), informatyka (bo można było się odstresować… i podnieść średnia :]), fizyka (hehe, wiem, miałem 2 ale i tak uważam że to bardzo ciekawy przedmiot) i to w zasadzie tyle.

no i to samo spotkało mnie na studiach. Fart mój jest taki że wylądowałem na PJWSTK a nie na jakiejś innej uczelni bo juz dawno bym zrezygnował albo by mnie wyrzucili. Fart bo tutaj faktycznie ćwiczeniowcy i wykładowcy zdają sobie sprawę z tego że są tu dla studentów i w razie problemów czy pytań można bez problemu podejść zapytać czy to na zajęciach czy na konsultacjach. Fart bo tutaj wiedzieli że człowiek chce iść do pracy po studiach (albo i w trakcie, co również ułatwiają) i uczą tak aby student po „pejocie” był naprawdę praktycznym i użytecznym specjalistą.

Wszystko pięknie i kolorowo a jednak i tu zabrakło mi tego małego drobiazgu. Świadomości. Po co mi to i tamto. I ja doskonale rozumiem że przecież nie realnym by było żeby taki ćwiczeniowiec starał się każdemu znaleźć choćby przykład zastosowania wykładanego przez niego przedmiotu w zainteresowaniach danego studenta, jednak gdyby np przeprowadzić lekcję w której pracą dla każdego miało by być odnalezienie jak najwięcej powiązań danego przedmiotu z tematyką studentowi najbliższą (jak np. programowanie gier, multimedia czy jak w moim przypadku psucie, bezpieczeństwem zwane:]) Myślę że taka lekcja by dużo dała bo dotarło teraz do mnie że jedyny sposób żeby się czegoś nauczyć to próba znalezienia powiązań tego czegoś z tym co nas pasjonuje..

jest jeszcze inna opcja oczywiście,

a może po prostu do pewnej tematyki, wiedzy trzeba dorosnąć? To też jest możliwe bo nie pierwszy raz jest tak że po pewnym czasie dociera do mnie coś czego uczyłem się rok dwa temu. I tak dobrze jeśli faktycznie się tego uczyłem, gorzej jak sobie teraz uświadamiam że coś do czego kiedyś podchodziłem jest przecież teraz takie proste i logiczne i pluję sobie w brodę że to wtedy odstawiłem i nie przyłożyłem się bardziej i … że nie przeczytałem wcześnie u kogoś takich wypocin jakie teraz sam tu teraz piszę…

i teraz siedzę sobie w pracy, wymarzonej pracy (żeby nie było wątpliwości, przerwa na lunch :)), gdzie otacza mnie tematyka która mnie fascynuje i myślę sobie… właśnie dorosłem do studiów.. tak, teraz mógłbym pójść na studia i zacząć się uczyć bo dopiero teraz uświadamiam sobie powoli do czego mi jest potrzebna pewna (no bo oczywista że jest tam też wiele innych rzeczy które ni ciut mnie nie potrzebne..a może się mylę? czas pokaże) wiedza a więc i jest sens się jej uczyć… całe szczęście że tutaj gdzie teraz jestem uczę się wszystkiego jeszcze więcej i najważniejsze, sprawia mi to przyjemność…

fajnie tak czasem zacząć coś od początku i odnaleźć w tym nowy sens…

czy mi szkoda tego czasu który straciłem? skoro dopiero teraz dorosłem to czemu miało by mi być szkoda? szkoda to mi jest ale finansów które moi rodzice wyłożyli na te półtora roku, ale niczego więcej…. jak to się mówi co mnie nie zabije to mnie wzmocni :)

ps. sorry za nieczytelnosc tekstu, juz tak mam :) założę się że nikt nie wie co było główną myślą tego artu :)

pss. zapomniałem dodać, w ramach mojego widzimisię od przyszłego semestru będę na zaocznych… i powiem Wam tak, there is no better option :) … for me :)